Czy RODO jest ważniejsze od rodziny ?

Wszedłem dziś do pracy, spojrzałem na niebo i pomyślałem sobie – jaki ten świat jest piękny. Może to kwestia tego, że zaraz za oknem rośnie wiele pięknych drzew i pomijając sporą framugę okna one, wraz z niebem tworzą urokliwą namiastkę tego co nazywamy wakacjami. Wakacje jeszcze przede mną więc patrząc na to zjawisko odpływam gdzieś, marząc, żeby właśnie taka pogoda spotkała mnie na miejscu. Jednym słowem – pracownicza sielanka (to jednak dwa słowa).

Łyk herbaty i do pracy. Tak się składa, że zajmuję się między innymi wdrożeniami wszystkiego co związane z RODO 🙂 Pewnie od 25 maja tego roku wszyscy zbombardowali Was przeróżnymi obowiązkami i informacjami odnośnie RODO więc ja już nie będę tego robił ale chciałem podzielić się pewnym spostrzeżeniem. O RODO zaczęto mówić więcej z początkiem roku, wiele z osób nie do końca wierzyło, że to w ogóle wejdzie, patrząc na to jak na ostatnią chwilę wycofywano się z wielu innych ustaw i rozporządzeń (np o kasach fiskalnych) Każdy czekał na ostatnią chwilę i nagle stało się – miesiąc przed wejściem telefony zaczęły świecić z przegrzania, każdy chciał mieć wszystko na wczoraj i natychmiast chciał odbyć szkolenie z tego zakresu. Ludzie chcieli podkupywać jeden drugiego, żeby tylko jego firma była przygotowana na czas. Wiele firm wprowadzało drakońskie opłaty za zrobienie dokumentacji, daleko odbiegające od faktycznej wartości tej usługi a ludzie nada płacili. Panika i strach napędziły tak sprzedaż, że w sieci zaczęto sprzedawać samo rozporządzenie jako książkę o RODO … można było zobaczyć na prawdę wiele różnych przekrętów. Ostatnio dzwonił też do mnie człowiek, który powiedział, że tak na prawdę tak dużo o tym się dowiedział, że postanowił wdrożyć sobie to całe RODO… ale jak się okazało wcale nie musiał 🙂

Taka konkluzja: miałem napisać za dużo o RODO :)) jakbym zaczął się tak rozwijać jak powyżej możecie zawsze przesunąć stronę nieco w dół.

Jednocześnie prowadzę szkołę udzielania pomocy przedmedycznej – tak się akurat złożyło, że działam w różnych dziedzinach, o których zawsze marzyłem jako dziecko (oczywiście o RODO nikt nie marzył jako dziecko, a każda próba marzenia o tworzeniu dokumentacji powinna spotkać się z wnikliwą oceną lekarza lub farmaceuty albo przynajmniej żony lub męża, a także innych ważnych dla Ciebie osób) W branży szkoleń przedmedycznych, powiem szczerze, jest dziwnie. Dziwnie dlatego, że na zaawansowane szkolenia (tylko takie prowadzimy) przychodzi garstka osób. Jednak garstka wspaniałych osób, mających ogromną motywację, którzy chcą działać kiedy przyjdzie taka potrzeba…. ale jednak tylko garstka. RODO działa na zasadzie prawdopodobieństwa zdarzeń. Opisujemy w nim co się może wydarzyć i jak na to będziemy reagować. Tworzymy procedury, które uruchomione szybko zablokują niebezpieczeństwo. Jak podobnie jest w ratownictwie – uczymy się konkretnych procedur, działań, żeby uratować życie lub zdrowie. W tym miejscu trzeba by się zapytać co jest ważniejsze życie i zdrowie człowieka , np członka rodziny czy bezpieczeństwo danych osobowych.

Tutaj już słyszę, że oczywiście nie można porównywać tych dwóch zupełnie różnych spraw, bo przecież RODO jest wymogiem i czy chcemy czy nie chcemy to musimy się do tych wymagań dostosować i to jest zupełna prawda, ale dlaczego nie chcemy umieć uratować człowieka ? Jak nie ma kar to już nie warto ? Każdego dnia słyszymy w mediach, że w  kolejnym strasznym wypadku ginie rodzina, że ktoś doznał poważnych obrażeń. Przyzwyczailiśmy się do tego i nikt na te artykuły nie zwraca uwagi. Często w ramach zobojętnienia stwierdzamy tylko, eee to tam daleko – dobrze, że mnie to nie dotyczy, bo u nas to takich rzeczy nie ma a jak się zdarzy to na pewno nie mnie. Jestem dobrym kierowcą – co mi się może zdarzyć. Mam super auto ma kurtyny i poduszki i nowe opony i zawszę jadę wyspany i…. z drugiej strony nadjeżdża TIR i guzik masz ze swojego auta. To tak w ramach szybkiego zderzenia z rzeczywistością. Musisz sobie zdawać sprawę, że to jest tak jak w totolotku, nigdy nie wygrałeś – ale ten jeden raz się uda. To samo z wydarzeniami na drodze. Zawsze byłeś wzorowym kierowcą, ale ten jeden raz miałeś gorszy dzień, równocześnie nie musiała to być zupełnie Twoja wina, czasem po prostu się to zdarza i trzeba być gotowym nieść tą pomoc.

I co to da, i tak sobie nie poradzę

To bardzo często pojawiające się narzekanie, kiedy z kimś rozmawiamy czy by czasem nie chciał wziąć udziału w takim kursie. Fakt, jeżeli jesteś nastawiony tak, że jesteś ostatnią (jak to mawia moje dziecko) ciapą – to rzeczywiście pewnie sobie nie poradzisz, bo jak nie chcesz to nikt Cie nie zmusi. Przykre ale prawdziwe. Wkurza mnie to – tak – bardzo dobre określenie na ten stan, kiedy ludzie mówią, że sobie nie poradzą, bo byli kiedyś na 2 godzinnym szkoleniu w szkole czy w pracy i tam ktoś z BHP czy nauczyciel odczytali jak to ma wszystko wyglądać, czasem postawili jakiegoś fantoma i kazali kilka razy uciskać. Wkurza mnie to, bo sytuacje, które spotykamy w życiu są zupełnie inne. Są dużo bardziej złożone i dopiero nauka w warunkach zbliżonych do realnych daje prawdziwą odpowiedź na to jak jesteśmy przygotowani. Nie zaświadczenie czy certyfikat – te są ważne dla pracodawcy, ale liczą się umiejętności, bo po co Ci papierek kiedy po wypadku drogowym wstajesz zakrwawiony i widzisz, że córka która jechała obok Ciebie dławi się a Ty nawet nie wiesz jak udrożnić drogi oddechowe, bo nigdy tego nie robiłeś. Nie umiesz wykorzystać tego co masz w swoim otoczeniu bo nigdy nie byłeś w takiej sytuacji, bo Ci się nie chciało, bo nikt Cię nie zmusił do tego jak do wprowadzenia RODO. Czasem ludzie mówią, wiesz… ja nigdy nie spotkałem człowieka, który potrzebowałby pomocy. To nie jest takie częste. Wówczas mówię tym ludziom, że być może po prostu tego nie zauważyli, bo gdy zrobiłem pierwszy kurs pomocy przedmedycznej ciągle spotykam różne zdarzenia, w których trzeba interweniować. Od wypadków, po udary mózgu, zawały, potłuczenia itp… ale jeśli nie umiesz tego rozpoznać to z całym szacunkiem jak możesz wiedzieć, że ktoś własnie Cię potrzebuje.

Widzę czasem jak ludzie reagują gdy ktoś faktycznie potrzebuje pomocy. Jeden panikuje, drugi się wymądrza, trzeci mówi, że jest doktorem…ale filozofii a poszkodowanemu kończy się czas, bo tylko ok 4 minut mamy na to, żeby zadziałać gdy serce przestanie bić.

Zdenerwowałem się przywołując wszystkie te obrazy z pamięci. Jestem świadomy, że ludzie mają wszystko w głębokim poważaniu. Myślimy, że jesteśmy wspaniali a inni są be. Myślmy tak dalej, ale bądźmy na to gotowi, że jak przyjdzie czas do działania to będziemy rzeczywiście potrafili zareagować, będziemy w stanie tak zadziałać, że to inni powiedzą o nas. TAK to jest ten facet, to jest ta kobieta – dużo gadali – i dużo zrobili – byli świetni a dzięki nim mój mąż, moja żona, moje małe dziecko, żyją.

Więcej zobaczycie na www.akademiaratowania.pl 

Zgodnie z prawem muszę napisać, że w zawiązku z podaniem linków artykuł może zawierać lokowanie produktu jakimi są szkolenia Akademii Ratowania, ale artykuł nie jest sponsorowany i nie reklamujemy tutaj tych szkoleń lecz reklamujemy tutaj postawę Umiem i działam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *