Dbajmy o wspólne bezpieczeństwo

Tytuł może dość patetyczny, może nawet jak z dawnych lat, kiedy każdy komunikat płynący z telewizora lub radia brzmiał w podobnym tonie, ale teraz ton ten jest jak najbardziej zamierzony. Dziś znów byłem świadkiem akcji Straży Pożarnej, Pogotowia Ratunkowego oraz Policji. Akcja gaśnicza w jednym z budynków przy ulicy Górnych Wałów. Ogień, dużo dymu, ale dzięki szybkiej akcji, wszystko zostało bardzo szybko opanowane.

Z tego miejsca wszystkim uczestniczącym w akcji dziękuję w imieniu poszkodowanych – pełny profesjonalizm – ale to jest temat na osobny artykuł (notabene już się pisze). To by było na tyle jeśli chodzi o newsowy element tego artykułu – resztę na pewno znajdziecie w kronikach kryminalnych wielu gazet..

Przy okazji dzisiejszego wydarzenia, przypomniała mi się sytuacja, rzecz miała miejsce jakiś rok temu. O godzinie 4 w nocy stukanie do drzwi. Za chwilę walenie (nie mamy dzwonka, żeby nikt dzieci nie pobudził – taki patent). Wstaję na równe, lecz bose nogi, lecę do drzwi, zaspanym ale jednak kojarzącym okiem patrzę przez judasza – sąsiadka. Otwieram, pytam co się stało – pani odpowiedziała dość spokojnie, że ma piecyk gazowy, i on się rozpadł i ma ogień na podłodze. W kilka sekund udało się wyłączyć gaz (na szczęście zawory gazu mamy specjalnie przebudowane, że bardzo prosto się do nich dostać – wystarczy podskoczyć i przesunąć dźwignię) Szczęście w całej sytuacji, że odcięcie gazu spowodowało natychmiastowy zanik płomieni). Wezwane pogotowie gazowe stwierdziło, że piecyk z lat 50 już dawno nie miał prawa działać, że to tylko cud, że nic nie wybuchło, bo gdy sprawdzili inne urządzenia zasilane gazem okazało się, że każde  z nich miało na to szansę. Dowiedzieliśmy się, że gdyby nie reakcja na czas to mielibyśmy przynajmniej pożar…. uff – udało się. Wiele dni później jeszcze rozmawialiśmy o fantastycznej i czujnej postawie sąsiadki.

Historia jak historia, kolejna, która mogła by trafić do kroniki kryminalnej, ale problem jest większy. Ilu, głównie starszych sąsiadów, często samotnych osób ma niekontrolowane piecyki gazowe lub kontrolowane ale nie wymieniane. (W opisywanym wypadku piecyk był z lat 50 ale był kontrolowany… po prostu rozleciał się ze starości ) Problem braku kontroli dotyczy także urządzeń elektrycznych w tym grzejników z otwartą grzałką (np popularna farelka), koców elektrycznych – tak bardzo popularnych za PRL (myślicie, że ludzie ich nie mają ? – mają i używają) Zdarzą się, niezbyt już często ale zdarza się, że kable elektryczne idą po ścianach w materiałowej otulinie. Takie kable stosowano po wojnie, do lat 70 i ich zadaniem było utrzymanie oświetlenia – nigdy nikt nie planował podłączania do nich np grzejnika – przy zbyt dużym obciążeniu takie kable zaczynały się palić.

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia – czas miłości, radości ….tak prezentów też :), zastanówmy się czy nie odwiedzić dawno już nie widzianych sąsiadów, czy nie pogadać z nimi o pogodzie i polityce a przy okazji spojrzeć w jakich warunkach żyją i czy czasem nie stanowią zagrożenia dla siebie i dla innych mieszkańców budynku. Trochę świątecznej życzliwości może uratować życie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *