Gliwice, Koronawirus i ja

No to się podziało! W normalny tempie, nie jakimś super szybkim… takim właśnie spokojnym wyważonym zarażamy się jakąś dziwną zarazą. Nikt za bardzo jeszcze nie wie co z nią zrobić i każdy z nas liczy na łut szczęścia, że może się nie zarazi. Tak jak Wy, ja też mieszkam w Gliwicach i czasem chodzę po naszych wyludnionych ulicach zerkając to tu- to tam, jak życie płynie a właściwie zamiera. Jednak są przypadki, często w firmach państwowych, urzędach, że wszyscy nadal chodzą do pracy. Pracownicy nie mają wolnego, mogą wziąć sobie co najwyżej urlop wypoczynkowy. Nie chcąc go tracić na coś takiego chodzą do tej pracy, a jak się okazało nie wszyscy są tam zdrowi i nikt na to nie zwraca uwagi.

Przechodzimy w tryb domowy. Każdy z nas chciałby odrobinę normalności i po kłopotach serwisu pyszne.pl widzimy, że coraz więcej osób zamawia jedzenie do domu drogą internetową. Ja też 🙂 No i teraz kłopot, bo przyjeżdża kurier, prosi o wyjście na dół, jest w rękawiczkach (tutaj niestety chyba nie są zmieniane co kontakt z klientem, te same rękawiczki za kółkiem, te same przy wydawaniu posiłku a co gorsza te same dotykają terminalna kart bankomatowych, na których już bez zabezpieczeń kod pin swojej karty wpisuje nabywca. Co gorsza tymi samymi rękawiczkami kurier dotyka swojej kurtki i swojej… tak ta… twarzy. To jednak trzeba ćwiczyć, żeby się nie dotknąć. Tak więc musimy mieć trochę szczęścia i będziemy zdrowi po zamawianiu posiłku do domu 🙂

Słuchajcie, to nie tak, że ktoś tu siedzi w domu i tylko marudzi, nie oto chodzi, bo wiem, że staracie się jak możecie i robicie co się da, ale chodzi oto, żeby to może było ciut bardziej skuteczne.

Mamy ludzi w sklepach. Niektóre rzeczy można było kupić wcześniej, niektórych nie. Nie nakupimy warzyw bo wszystko zgnije (jasne, zależy jakie) no ale od czasu do czasu idzie się po banany dla dzieci czy inne tego typu produkty. Jak tutaj się zabezpieczyć ? Chyba robić swoje. Sprzedawcy się narażają, ale dzięki nim mamy co jeść. Widać, że to przekazywanie wirusa jest możliwe i żeby wyeliminować to dziadostwo to jednego dnia wszyscy musieliby siedzieć w domu, zrobić sobie test na koronawirusa i tym, którym wyjdzie pozytywny, powinni zostać zabrani do szpitali na leczenie i mielibyśmy wolne od tego świństwa społeczeństwo… a tak… to nie wiadomo.

Mamy formy objawowe i bezobjawowe. Te pierwsze są o tyle fajne, że widać to jak na dłoni. Suchy kaszel, bóle mięśniowe, problemy ze złapaniem tchu.. duże przemęczenie. To łatwo wychwycić, ale forma bezobjawowa to problem, z którym radzimy sobie poprzez kwarantannę, czając aż się rozwinie i wtedy wyłapujemy tych co się gorzej poczuli. Koronawirus jest przebiegły, ale na prawdę przydało by się te kilkadziesiąt milionów testów… ale ponoć to niemożliwe 😉

Więc cóż zrobić ?:)) Chciałem napisać, że samemu zrobić pizzę, a nie zamawiać jej do domu, ale okazuje się, że w całym kraju nie ostała się już ani jedna paczka drożdzy i nawet hurtownicy nie wiedzą kiedy znów pojawią się na półkach. Zatem róbmy podpłomyki 😀 odpoczywajmy, chociażby pracując.. ale w łóżku 😀 Nie dam więcej pomysłów, bo każdy wie co ma robić w wolnym czasie 🙂 Ja marzę o tym co będzie po tej całej narodowej kwarantannie.. czy to za miesiąc czy za kilka – ciekawe ile to potrwa jeszcze.

No i coś o Gliwicach a dokładnie o strefie płatnego parkowania 🙂

Strefa płatnego parkowania czynna – tylko po co ?

Nie lepiej to wyłączyć ? Nie, nie w Gliwicach. Macamy te parkomaty w ramach w ramach walki z koronawirusem, bo większość z nas aplikacji jednak nie ma, a nie każdy, zwłaszcza starsze osoby nie mają nawet telefonu, który to obsłuży… no comment. Wiele z miast już wyłączyło swoje strefy parkowania, żeby nie narażać parkujących i ludzi, którzy to kontrolują i obsługują. No ale kasa musi się zgadzać bo innego wytłumaczenia nie ma. Smutne 🙁